Bardzo wiele osób twierdzi, a jeszcze większa ich liczba jest utwierdzona w przekonaniu, że bycie katolikiem – nawet, gdy jedynie niedzielnym – upoważnia do zajmowania się na różny sposób i w różnym zakresie tematyką dotyczącą Kościoła katolickiego. W ogóle nie rozumiejąc, iż wielość zagadnień, ich wzajemne przeplatanie się i powiązania wraz z praktycznym ich zastosowaniem – od osób najczęściej będących samozwańczymi ekspertami – wymaga znacznie większych kwalifikacji, niż tylko tych nabytych w wyniku posiedzenia w ławce kościelnej i wysłuchania tego, co ksiądz mówi z ambony.

Jednakże, ponieważ tak nie jest domorosłych mędrców i lokalnych proroków w przestrzeni publicznej pojawia się coraz więcej. A każdy z nich uznaje siebie za autorytet. Szczególnie wtedy, gdy może być srogim oskarżycielem i/lub samozwańczym sędzią, bądź opiniodawcą – oczywiście nie znoszącym sprzeciwu. Gdyż tylko wówczas może się wcielić w rolę mentora. Będąc przekonany, że jest naprawiaczem świata.

Dlatego należy zwrócić uwagę, że tematyka dotycząca Kościoła katolickiego i jego działalności jest znacznie szersza i ciekawsza niż tylko napiętnowanie  księży i wypominanie im – nawet, gdy słusznie to czyniąc – popełnionych błędów. Ale – jest ale.

Gdyż tematy dotyczące Kościoła katolickiego są bardzo nośne i chwytliwe medialnie. Dlatego, zwłaszcza wtedy, gdy coś jest skandalem staje się zarazem szansą na zaistnienie dla podrzędnego pismaka. Zatem osoby, której na pewno nie należy nazywać dziennikarzem. Nawet wtedy, gdy lekceważąc szeroką tematykę dotyczącą Kościoła katolickiego swoją „twórczość” – w takim przypadku będącą krytyką – publikuje w innych miejscach, a nie tylko na łamach jakiegoś szmatławca. Karmiącego się krytykanctwem i malkontenctwem.

Z drugiej strony, aby zająć się bogatą tematyką i być autorem interesujących tekstów trzeba przede wszystkim znać to o czym się pisze o/lub tych o których się pisze. A niestety nie są to odosobnione przypadki, gdy na temat Kościoła katolickiego pisze (wypowiada się)  „ekspert” nie odróżniający kościoła od Kościoła. Dlatego, gdy ktoś nie odróżnia budynku sakralnego od wspólnoty ludzi wierzących, bardzo trudno od takiej osoby oczekiwać, aby ona wiedziała czym jest np. Kościół wspólnotowy a co kryje się pod określeniem: Kościół instytucjonalny.

Wobec czego w naszym kraju „znawców” Kościoła katolickiego mamy bardzo wielu. A tylko specjaliści wiedzą, iż tematyką dotyczącą Kościoła katolickiego powinny zajmować się osoby posiadające znacznie większe umiejętności, niż tylko trzymanie w dłoniach nawet najdoskonalszego pióra.